Najlepsze niespodziewane zwycięstwa “przegranych” w historii MMA

Fani mieszanych sztuk walki doskonale wiedzą, jak bardzo przewrotny bywa ten sport. Czy można być pewnym zwycięzcy danego starcia? Często wydaje się, że w danym pojedynku rezultat jest oczywisty. Tymczasem, tak jak w walce Dawida z Goliatem, okazuje się, że ten pozornie słabszy, nie zawsze przegrywa. Szczęście? A może dowód na to, że każdy ma piętę Achillesa? Trudno powiedzieć, jednak takich spektakularnych zwycięstw “underdogów” w MMA jest mnóstwo. Oto kilka najbardziej spektakularnych.

Underdog – skazany na porażkę?

Kim jest underdog? To zawodnik przegrany – a przynajmniej tak myśli większość obserwatorów danej walki. Stawianie na niego w zakładach bukmacherskich zdecydowanie podbija kurs, ale jego zwycięstwo obstawiają tylko nieliczni – ci, którzy wierzą, że tym razem pokaże coś spektakularnego. Coś, co sprawi, że dokona przełomu w swojej karierze i zachwyci jego wielbicieli, a zwolenników wroga przyprawi o łzy.

Jak to możliwe, że underdog wygrywa? Bywa różnie – chwila nieuwagi rywala, lekceważenie z pozoru słabszego przeciwnika i zbytnia pyszałkowatość, a wreszcie idealne wyczucie chwili i wykorzystanie drobnego nawet błędu faworyta. Tak to właśnie wygląda i jest to esencja MMA, która sprawia, że sport ten jest tak nieprzewidywalny.

UFC 69: Matt Serra – Georges St Pierre

Tego wieczoru Matthew John Serra, amerykański zawodnik zaszokował wszystkich widzów gali. Działo się to na UFC 69, dokładnie 7 kwietnia 2007 roku. Kanadyjczyk Georges St Pierre był wtedy mistrzem wagi półśredniej i jego zwycięstwo w walce z Serrą wydawało się oczywiste, choć Amerykanin miał na koncie pewne sukcesy i w tamtym momencie uznawany był za  wschodzącą gwiazdę mieszanych sztuk walki. Mimo to, nikt nie spodziewał się, że jego spektakularne zwycięstwo przyjdzie tak szybko. I stało się: Serra w pierwszej rundzie znokautował St-Pierre’a, uważanego ówcześnie za jednego z najlepszych zawodników MMA. Młodszy, silniejszy, z dużo szerszym zakresem technik, szybki i wyższy, z niesamowitym zasięgiem. To miała być dla niego łatwa walka, a skończyła się goryczą.

Zaledwie w czwartej minucie Serra przypuścił zmasowany atak. Po serii ciosów na klatkę piersiową i kilkukrotnym powaleniu przeciwnika, wreszcie udało mu się dopaść go w parterze i skutecznie zakończyć pojedynek technicznym nokautem. Ale jak to w takich historiach się zdarza, zaledwie po roku Amerykanin pas mistrzowski stracił. Odbił go rozwścieczony porażką St-Pierre w rewanżu.

UFC 162: Chris Weidman – Anderson Silva

Po takich pojedynkach jak ten, w metryczkach zawodników zawsze pojawia się informacja o niespodziewanej porażce przy nazwisku faworyta, a przy nazwisku underdoga – o szokującym zwycięstwie.

Silva był prawdziwym królem w swojej wadze. Świetny styl walki, potężna siła ciosów, niezwykła dynamika i umiejętności techniczne sprawiały, że kolejni przeciwnicy poddawali mu się bez oporu. Przyszedł jednak moment, w którym lekceważenie przeciwnika miało dla niego fatalne skutki. Bardzo pewny siebie i butny Brazylijczyk miał wielu wrogów, którzy tylko czekali na słodki moment jego porażki. Ten, w walce z Weidmanem, która odbyła się na UFC 168, 6 lipca 2013 roku, w drugiej minucie drugiej rundy tak solidnie dostał, że od razu upadł na matę. W tej walce jego brak szacunku do przeciwnika był wyraźny. Najpierw udawał zamroczenie i żartował sobie z rywala. Omijał jego ciosy, ale wreszcie lewy sierpowy trafił w szczękę. Anderson kilka miesięcy później miał szansę odbyć pas, ale i tamtą walkę, na UFC 168, także sknocił.

UFC 217: Rose Namajunas – Joanna Jędrzejczyk

Na koniec dodajmy coś z polskiego podwórka. O Joannie Jędrzejczyk niejednokrotnie mówiono, że jest zbyt pewna siebie. Protekcjonalnie traktowała rodaczkę w UFC – Karolinę Kowalkiewicz, ale i wiele innych zawodniczek. Kiedy na UFC 217, 4 listopada 2017 roku, przyszedł czas, by stanęła w oktagonie naprzeciw Rose Namajunas, też czuła się jak zwyciężczyni walki. Jednak tym razem, po wyrównanej początkowo walce, Jędrzejczyk kilka razy przeoczyła ciosy. Trzeci przyjęty przez nią lewy sierpowy był początkiem drogi do klęski. Polka padła na matę, a przeciwniczka dodała kilka ciosów i przegrana mistrzyni była przesądzona. Swoje zwycięstwo Rose potwierdziła w walce rewanżowej.